Historia kilkuletniej Mai to poruszający obraz walki o bezpieczne dzieciństwo w obliczu przeciwności, przed którymi staje wiele dzieci w Polsce. Dzieciństwo dziewczynki rozpoczęło się od trudnych doświadczeń: poważnych schorzeń zdrowotnych i ryzyka dorastania bez rodziny. Jednak los Mai odmienił się dzięki zaangażowaniu ludzi, którzy nie bali się wyzwań oraz poświęceniu specjalistów i rodziny, która postanowiła otworzyć dla niej swój dom.
Trudny start i walka o zdrowie
Maja przyszła na świat z poważnymi obciążeniami – jej biologiczna mama piła alkohol w trakcie ciąży, czego skutkiem był rozwój FAS, czyli płodowego zespołu alkoholowego. Dodatkowo u dziecka zdiagnozowano nieprawidłowości w budowie rąk. Przez pierwsze miesiące życia dziewczynka niemal nie opuszczała szpitalnych sal, gdzie musiała mierzyć się z częstymi infekcjami i długotrwałą hospitalizacją.
Z medycznego punktu widzenia życie Mai od początku było niepewne. Jej przyszłość rysowała się w ciemnych barwach, a dom dziecka wydawał się jednym z niewielu możliwych rozwiązań. Wkrótce została objęta opieką Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli Luli, prowadzonego przez Fundację Gajusz, gdzie jej losy zaczęły się stopniowo odmieniać.
Wsparcie specjalistów i pierwsze postępy
W placówce Maja znalazła się pod skrzydłami doświadczonych specjalistów: fizjoterapeutów, pedagogów i opiekunek. Ich zadaniem było nie tylko leczenie skutków choroby, lecz także przełamywanie jej lęków przed kontaktem fizycznym oraz budowanie poczucia bezpieczeństwa. Przełomowym momentem okazały się pierwsze sygnały zaufania wobec opiekunek – drobne gesty, uśmiech, coraz śmielsze nawiązywanie relacji.
Choć opieka w ośrodku była na najwyższym poziomie, jasne stawało się, że prawdziwe poczucie przynależności i bezpieczeństwo może zapewnić tylko rodzina. Dla dziecka z tak dużymi potrzebami znalezienie domu nie jest jednak łatwe.
Droga do nowego domu – adopcja dzieci z niepełnosprawnościami
Tuli Luli działa już od dziesięciu lat i przez ten czas pomogło setkom dzieci – spośród 234 małych podopiecznych aż 156 znalazło nowe rodziny. Jednak statystyki są nieubłagane: dzieci wymagające szczególnej troski, obciążone zdrowotnie, najczęściej czekają najdłużej. Dlatego Fundacja Gajusz rozpoczęła intensywne poszukiwania rodziny, która byłaby gotowa stworzyć Mai dom i uchronić ją przed pobytem w domu dziecka.
Decyzja Moniki i Andrzeja – odwaga i odpowiedzialność
Na apel fundacji odpowiedzieli Monika i Andrzej – para, której dzieci już się usamodzielniły. Uznali, że mają przestrzeń i siłę, by przyjąć do siebie dziecko potrzebujące wsparcia. Ich decyzji towarzyszyły wątpliwości: czy podołają finansowo, czy poradzą sobie emocjonalnie, czy sprostają obowiązkom? Wsparcie psychologiczne udzielone przez fundację pozwoliło im przełamać obawy i przejść przez trudny proces przygotowań.
Przeprowadzka Mai do nowego domu stała się początkiem zupełnie nowego rozdziału. Monika i Andrzej wiedzą, że czeka ich wiele wizyt u lekarzy, specjalistycznych terapii i codziennych wyzwań, jednak są gotowi na ten wysiłek, ufając, że wspólnie zdołają pokonać przeciwności.
Pierwsze sukcesy w nowym środowisku
Od momentu pojawienia się w nowej rodzinie Maja zaczęła robić widoczne postępy. Dziewczynka, która wcześniej niemal nie opuszczała swojego łóżeczka, coraz chętniej szuka bliskości i sama inicjuje kontakt z opiekunami. Ogromnym osiągnięciem jest także to, że zaczęła samodzielnie jeść – czynność, która dotąd sprawiała jej trudność.
Dla Moniki i Andrzeja opieka nad Mają oznacza nie tylko zmianę codziennego rytmu, ale również otwarcie się na nowe doświadczenia. Ich pasją były wspólne podróże – dziś planują je już we troje, z nadzieją, że dziewczynka wkrótce będzie mogła cieszyć się z nimi kolejnymi przygodami.
Rodziny zastępcze – pilna potrzeba w regionie i kraju
Przypadek Mai to pojedynczy, pozytywny przykład, lecz sytuacja wielu dzieci w Polsce wciąż pozostaje trudna. Według informacji przekazanych przez Fundację Gajusz, w domach dziecka przebywa obecnie ponad 7000 dzieci do 13. roku życia, a kolejne 2000 – w tym wiele z poważnymi schorzeniami – trafiło do domów pomocy społecznej. Dla dużej części z nich jedyną szansą na rozwój i normalność jest rodzina zastępcza. Niestety, nadal brakuje osób gotowych podjąć to wyzwanie.
Historia dziewczynki z naszego miasta pokazuje, że nawet w najbardziej skomplikowanych przypadkach nie wszystko jest przesądzone. Otwarta postawa Moniki i Andrzeja daje nadzieję innym dzieciom oraz przypomina, jak wielką rolę odgrywają rodziny zastępcze tam, gdzie system instytucjonalny nie jest w stanie zastąpić miłości, cierpliwości i poczucia bliskości. Każda decyzja o otwarciu domu dla dziecka potrzebującego to szansa na zupełnie nowy początek – zarówno dla dziecka, jak i dorosłych, którzy się tego podejmują.
Źródło: Urząd Marszałkowski Województwa Łódzkiego
